WYWIAD SPLOTY

Jest piękna, pogodna niedziela. Idealny czas, aby rozpocząć sezon wiosenno – letni. Idealny dzień, aby przeprowadzić wywiad, o którym myślałam już pół roku temu. Panią Kasię i SPLOTY znają chyba wszyscy … A kto nie zna ten GAPA i musi koniecznie nadrobić zaległości 🙂

Wchodząc do SPLOTÓW zawsze jesteśmy witani  przez Panią Kasię oraz jej Męża ciepłym „Dzień dobry!” oraz szczerym uśmiechem. Jest to dość niespotykanie zjawisko w dzisiejszych czasach. Nad czym strasznie ubolewam. Zawsze, gdy  przychodzimy tutaj ze znajomymi odnosi się wrażenie, że jesteśmy na kawie u ulubionej Cioci. I fantastyczne jest również to, że możemy przez fb zarezerwować  ostatnie kawałki naszej ukochanej bezy … kończy się niestety tak szybko.

 

Jak narodził się pomysł otwarcia SPLOTÓW?

Pani Kasia: Warto zacząć od tego, że wszystko co w życiu robię przez te 47 lat jak żyje, to robię to zawsze w oparciu o wartości. Najważniejszym dla mnie, nawet gdy byłam dzieckiem, sprawiać by ten świat był piękny, lepszy i aby dostarczać osobą, które są wokół mnie takiej przyjemności, radości. W dzieciństwie, gdy przygotowywałam prezenty dla rodziców były to przedstawienia teatralne, laurki … Zawsze chciałam dać coś więcej. Gdy zaczęłam dorastać okazało się, że był to dobry kierunek bo dla mnie wartość w życiu tworzy kontakt ze sztuką. Ja bardzo dużo na tym zyskuję, moje życie jest bogatsze i dużo łatwiej jest mi pokonać różne trudności wtedy kiedy obcuję ze sztuką. Wtedy kiedy wiem, że świat jest to coś więcej niż zwykłe problemy. Pomyślałam sobie, nie jest to zbytnio odkrywcze, ale super byłoby, i taka jest moja misja, aby dzielić się tym z innymi. Pomysł otwarcia Kawiarni narodził się, gdy straciłam pracę i musiałam znaleźć pomysł na siebie. Długo zostanawiałam się i doszłam do wniosku, że nigdy więcej nie chce dla nikogo pracować. Chciałam być sama dla siebie szefem i chciałam połączyć to z czymś co potrafię robić, co kocham, na czym się znam więc jeżeli biznes to tylko taki, kóry będzie związany z moim doświadczeniem i dlatego powstała Kawiarnia Artystyczna SPLOTY. W momencie kiedy przygotowywałam się do projektu i tak jest do teraz, słowo które określi kawiarnie, zamknie w zasadzie wszystko, jest to SPOTKANIE. Chciałabym, aby w tych SPLOTACH spotykali się ze sobą ludzie, żeby osoby same spotykały się ze sobą i żeby tym spotkaniom towarzyszyła sztuka. W sposób peryferyjny, niewymuszony. Dlatego funkcjonujemy jako kawiarnia. Osoby, które nigdy nie pojechałyby do galerii, bo nie mają takiej potrzeby, jest to zupełnie naturalne, ale wchodząc do Mojej Kawiarni na kawę albo ciastko widzą na ścianach coś co pobudza ich wyobraźnię, obcują ze sztuką. Czasami pytają o to co jest na ścianach wtedy chętnie opowiadam. To jest dla mnie ta właśnie wartość dodana. To obcowanie ze sztuką w sposób peryferyjny. Wierzę w to, że to powoduje, że nasz świat jest lepszy. Sploty też nie są takie przypadkowe, bo jak już spotykamy się tutaj to się splatamy. My jesteśmy tu dzisiaj razem bo gdybyście do mnie dzisiaj nie przyszły to nie byłoby tego pomysłu, nie rozmawiałybyśmy teraz o Twoim projekcie, o tym co powstało. Nastąpiła wymiana. Było spotkanie, była rozmowa i z tego powstaje kolejna wartość. I wiele projektów, które już się tutaj realizują powstały właśnie z takich rozmów. Ktoś przyszedł i zobaczył, że wiszą obrazy na ścianach i zaproponował swoją wystawę. Docelowo marzy mi się taka grupa osób, że już nie ja będę proponować to co tutaj się będzie działo tylko wynikać  będzie to z nas. Z rozmów, pomysłów. Chciałabym, aby ludzie wiedzieli, że jest to takie miejsce, że Oni mogą tutaj zrealizować swój pomysł, że mogą znaleźć tutaj takie zacisze. Mogą sobie przyjść, swobodnie popracować, mogą również pokazać co robią. Jest to poparte pewną teorią – TEORIA TRZECIEGO MIEJSCA, w którą ja bardzo mocno wierzę, Raya Oldenburga. Mówi ona o tym, że są trzy miejsca. Dwa miejsca główne czyli praca i dom, a trzecie miejsce takie, gdzie tworzy się grupy społeczne, miejsce poza domem. Kiedyś w dawnych czasach było tak, że szło się do fryzjera, gdzie spotykały się panie i panowie. Rozmawiali sobie i tworzyła się taka mikrospołeczność. I ja chciałabym, aby moja Kawiarnia była właśnie takim miejscem. Wierzę w to, że jest taka potrzeba, że opuszczamy pracę, wychodzimy z domu i musimy mieć takie miejsce, w którym musimy się trochę inaczej zachować, coś innego zrealizować. SLOTY spełniają również różne role o różnych porach dnia. Dlatego też jeżeli przyjrzymy się w jaki sposób jest zaaranżowana przestrzeń tutaj, gdzie siedzimy mamy kanapy, jest to miejsce na luźniejsze spotkania, ale mamy również wysokie stoliki, mamy dostęp do internetu tak więc zdarza się, że do południa przychodzi sobie ktoś popracować, ktoś kto jest wolnego zawodu bądź ma spotkanie biznesowe więc do południa Kawiarnia jest biurem, popołudniu jest miejscem spotkań i rozmów, zdarzają się randki, urodziny. Tak jak sobie to wymyśliłam tak pomału jest to realizowane. Mogłabym tak dużo opowiadać … poproszę następne pytanie 🙂 Ale muszę jeszcze dodać, że nazwa SPLOTY nawiązuje do Tomaszowskiej tradycji – tradycji włókienniczej. Największa praca, która wisi w Kawiarni jest to praca mojego Męża – Tkanina Unikatowa. SPLOTY należy traktować wielowymiarowo. Jest to spotkanie, ale też wprost jako tkanine, włókno.

Czy nie bała się Pani miejsca po innej kawiarni, którą w Tomaszowie znali i kochali chyba wszyscy?

Pani Kasia: Dostrzegłam to, ale nie potraktowałam tego jako obawę. Jestem osobą pozytywną i zawsze szukam tych dobrych stron więc szukałam w tej sytuacji czegoś co zadziała na moją korzyść . Wiedziałam, że ta kawiarnia musi być inna i to, że na pewno będzie porównywana to tej, która była. W żaden sposób nie chciałam z tym konkurować. Cieszyłam się, że była tutaj kawiarnia, ale z punktu widzenia biznesowego było to miejsce już oswojone jako przestrzeń, do której się przychodzi jest fajnie i miło także uważam to za plus. Były obawy porównywania, ale zaproponowałam coś zupełnie innego. Zaczynając od wystroju i dodając do tego działaność artystyczną i kulturalną więc cieszyłam się, że nie będę musiała przekonywać kogoś do przyjścia tutaj tylko dlatego, że jest tu kawiarnia bo kiedyś była tu kawiarnia. I tak jest z każdą rzeczą, którą spotykam i mogłaby wydawać się problemem. Mogłabym traktować ją jako problem, ale ja ją zamieniam i szukam w niej rzeczy pozytywnych. Jak przestałam o tym myśleć, że kiedyś to była EUFORIA teraz są SPLOTY .. jakie one będą, kiedy przestałam fiksować to wszystko poszło dobrze. Jest to kwestia poukładania sobie tego w głowie.

Ja bardzo pokochałam SPLOTY.

Pani Kasia: Aranżacja przestrzeni nie jest przypadkowa. Jesteśmy Galerią. Czyli to co jest w środku musi być stonowane, nie może konkurować z tym co jest na ścianach. Jeżeli na ścianach pojawia się sztuka to ona ma przyciągać uwagę. Tu ma być elegancko, stonowanie. I myślę, że tak jest. Szarości dają nam dużo możliwości bo jak jest tak spokojnie możemy poszaleć z dodatkami.

Czy SPLOTY to Pani miejsce na ziemi?

Pani Kasia: Tak. Musiałam przyzwyczaić się do tej myśli, musiałam się też z tymi SPLOTAMI oswoić. To nie jest tak, że to od razu było ACH! i OCH! Jeżeli doświadczamy utraty pracy to przechodzimy różne etapy. Jest dość długi etap żałoby i wspominania tego co było i również lekki niepokój co będzie. Czułam się świetnie w tamtej pracy, była ona moją wymarzoną pracą. Bardzo dużo udało mi się tam osiągnąć i zrealizować. Jestem osobą bardzo ambitną, każdy projekt, którego dotykam bądź zadanie, za które się zabieram chce zrobić na 100% swoich możliwości, które mam w danym momencie. Wiadomym jest, że za 3-4 lata dużo więcej bym potrafiła. To co robię teraz robię na 100%. Bardzo dobrze się tutaj czuję. Lubię tu być. Jestem tutaj wiele, wiele godzin. Największą przyjemność czerpię ze spotkań i rozmów. To jest dla mnie wielka radość. Nie mam w ogóle problemów z rozmawianiem z gośćmi. Cieszę się, gdy są zadowoleni, a zwykle właśnie tacy są. Stawiam na bezpośredni kontakt, nie chce być panią, która stoi za barem – panią szefową. Chce, aby wszyscy goście czuli się tutaj swobodnie i dobrze. Oczywiście nie jest to miejsce dla każdego, coś co jest dla każdego tak naprawdę jest dla nikogo, ale SPLOTY są alternatywą w Tomaszowie. Myślę, że jeżeli ktoś szuka cichego miejsca, aby sobie popracować, a przy tym poczuć się jak w domu to trafi pod właściwy ades.

Jaki jest Pani sposób na szczęście? Czy jest Pani szczęśliwa?

Pani Kasia: Jestem. Tak jak wspomniałam wcześniej jestem bardzo pozytywną osobą. Dla mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna, a nie pusta. Gdy budzę się rano dziękuję za to, że się obudziłam. Cieszę się każdym dniem, zachwycam przyrodą. Ja mam bardzo szczęśliwą rodzinę i myślę, że to właśnie to sprawia, iż jestem taka mocna. Mam kochającego Męża, Dzieci z których jestem dumna. I wiem, że cokolwiek by się nie działo to mogę lecieć na plecy bo zawsze ktoś mnie złapie. Mój Mąż przychodzi po swoim 8 godzinnym dniu pracy tutaj do mnie i jesteśmy w tym razem. Całe życie, 27 lat w tym roku, robimy wszystko razem. Jestem osobą z dużym doświadczeniem, ale każdy ma jakieś doświadczenia w życiu. Jestem szczęśliwa, ale też dbam o to szczęście, pomagam temu szczęściu. Sporo szkolę się z rozwoju osobistego i to też wiele rzeczy mi ułatwiło w trudnych momentach, np. w chorobie mojego Męża. Naprawdę zyskałam wtedy dużo siły. Opowiadam młodym ludziom, który narzekają, że znów poniedziałek i czekają do piątku. 5 dni – tydzień w tydzień czekają na coś. A to coś to jest piątek wieczór i zabawa. Potem w sobotę odsypiają, a w niedziele już się stresują, że jutro poniedziałek i znowu trzeba będzie iść do szkoły czy pracy i w ogóle nie żyją. Kluczem do szczęścia jest uważność. Abyśmy się cieszyli i byli w pełni zaangażowani w to co dzieje się tu i teraz. Nie czekali na coś tylko działali. Ja nie walcze z przeznaczeniem. Jeżeli coś mnie spotyka to wiem, że to jest po coś. Nawet te trudne doświadczenia budują nasz charakter. Nie znamy całego obrazu życia, naszej linii życia. To co dzieje się teraz jest po coś. Bywam smutna, ale wcale nie oznacza to, że jestem nieszcześliwa.

Z czego jest Pani najbardziej dumna?

Pani Kasia: Zabrzmi to egoistycznie, ale jestem dumna z SIEBIE. Jestem już na takim etapie, że jestem wdzięczna sobie za swoją odwagę. Jestem dumna z tego, że jestem wytrwała. Potrafię działać w sytuacjach trudnych, jestem też świetnym organizatorem. Lubie siebie. Ale to, że lubię siebie i jestem zadowolona doskonale wpływa na moja Rodzinę. Jeżeli ja jestem szczęsliwa i zadowolona, mam satysfakcje z tego co robię, jestem dosyć uparta, ale dzięki temu osiągam to co sobie zamierzę wtedy jestem spęłniona. Oni mają ze mną wtedy lepiej. Jestem dumna z tego, że działam pomimo strachu.

Kolejne pytanie brzmi: Czy warto gonić za marzeniami? Mam rozumieć, że tak? 🙂

Pani Kasia: Warto! Warto te marzenia zamieniać w cele, układać plan i je realizować. I wtedy marzenia, które fruwają gdzieś w powietrzu, zapisane w postaci celu są w zasięgu naszych rąk. Można je osiągnąć. Same marzenia są fajne, ale są tylko marzeniami. Każde marzenie trzeba zapisać w postaci celu, a potem małymi krokami dążyć do ich realizacji. I nie martwie się, że czasami jest to halsowanie, że to jest lewa – prawa, bo tak w życiu jest. Jeżeli mamy w głowie ten nasz cel to to, że sinusoida raz będzie w góre, a raz w dół to dobrze byle by więcej było tego w górę. Strach nie może działać na nas blokująco. Boimy się, ale idziemy do przodu. Tylko wtedy, gdy robimy coś nowego to się rozwijamy. Uważam, że bardzo dużo rzeczy jest możliwych do zrealizowania jeśli tylko chcemy. Obowiązkiem, każdego człowieka jest to, aby się rozwijać, dbać o siebie, o swoje ciało, zdrowie. Po to tu jesteśmy, aby robić wspaniałe rzeczy. Aby się rozwinąć trzeba stawiać sobie poprzeczkę ciągle wyżej i wyżej. A jeżeli za plecami będzie jeszcze ktoś kto będzie nas łapał, gdy będziemy upadać to wtedy jest w ogóle cudownie. A jeżeli kogoś takiego nie ma to i tak trzeba iść do przodu.

Jaka jest dla Pani najlepsza forma relaksu po ciężkim dniu, tygodniu?

Pani Kasia: Spacer. Kontakt z przyrodą. Las. Woda. Gdybym mogła wybrać to mogłabym codziennie wieczorem usiąść na plaży i patrzeć w morze (zupełnie jak ja 🙂 ). Bezkres mnie zachwyca i uspokaja. Góry mnie troszkę przerażają więc relaksuję się nad morzem. Kocham morze. Kocham las i przyrodę. To mnie uspokaja. Przytulam się do brzozy, wierzę w to, że jak ją obejmę i przytulę się czołem to te wszystkie wspaniałe soki życiodajne dadzą mi energię. Również kontakt ze sztuką, raz na jakiś czas muszę wziąć udział w jakimś ciekawym wydarzeniu artystycznym. Relaksuje mnie i daje mi taki odpoczynek świadomość, że ludzki umysł potrafi wciąż tak wiele nowych rzeczy wymyślać. To mnie zachwyca. Nawet jak patrzymy na architekturę, na modę, na muzykę, na sztukę to wciąż pojawiają się jakieś nowe osobistości. Wciąż ktoś wymyśla coś nowego. Wydaje się, że już wszystko było, ale nie .. i znowu ktoś pokazuje swój styli to jest piękne. To jest wielka radość i taki odpoczynek.

Polega Pani raczej na intuicji czy ufa rozsądkowi?

Pani Kasia: Intuicja! Wierzę, że my jako kobiety mamy ten dar. Życie wielokrotnie mnie przekonało, że tak właśnie jest. To nie jest taki hura optymizm, że czuję i idę. Jeżeli są jakieś wątpliwości to wtedy pytam serca. Jeżeli jest ten dreszcze emocji i czuję to i to się fizycznie przekłada na jakieś efekty to mówię „Dobra, idę w to!” albo „Nie, nie idę”. Zawsze jak jest jakaś wątpliwość to pytam siebie wewnętrznej. Pewne rzeczy też muszę analizować. Rozum jest ważny bo pewne rzeczy trzeba monitorować, trzeba je mierzyć bo jak nie będziemy ich mierzyć to nie będziemy wiedzieli co robimy dobrze, a co źle. Ale ostatecznie słucham serca. Nawet w biznesie.

Gdyby mogła Pani skorzystać z wehikułu czasu w jakie czasy by się Pani przeniosła? Czy byłaby to przeszłość, jakiś etap w życiu, a może przyszłość?

Pani Kasia: Myślę, że teraz jest najlepszy moment w moim życiu. Ten, w którym teraz jestem. Mam te czterdzieści parę lat. Jestem świadoma siebie, dzieci są już dorosłe i usamodzielnione. Borys zdaje w tym roku mature, ale jest już na innej drodze niż pozostali młodzi ludzie w jego wieku. Tworzy i realizuje swoje duże projekty związane z kulturą. Gdybym była młodsza to nie miałabym tego doświadczenia i tej pewności siebie więc pewnie nie chciałabym cofnąć się do wcześniejszych lat swojego życia. Chyba chciałabym się przenieść w czasy Impresjonizmu i znaleźć się na Musée Marmottan i tam z artystami pospacerować po nocnym Paryżu. Myślę, że takie życie Bohemy bardzo by mi się spodobało. Chociaż na chwilkę.

Czy prowadząc kawiarnię, gdzie mamy tak dużo pokus jak słodycze, istnieje w Pani słowniku słowo „dieta”?

Pani Kasia: Istnieje dieta. Zawsze staram się dbać o siebie. Czasem wychodzi mi to lepiej, a czasem gorzej. Obecnie jestem po świetnym programie detoksykacyjnym. Mam dużą świadomość tego, że to co jem ma duży wpływ na to w jakiej jestem kondycji i zarówno dotyczy to umysłu jak i fizycznie mojego ciała. Zawsze jest to dla mnie ważne i nie jest to dla mnie trudne. Nie jestem osobą, która rzuca się na słodycze więc spokojnie sobie radzę. A poza tym nasza Kawiarnia oferuje również zdrowe jedzenie. Są zdrowe koktajle. Jest humus. Każdy znajdzie coś dla siebie. Wszystko jest w naszej głowie i to od nas zależy jaką decyzję podejmiemy. Nie są to jakieś wielkie wyrzeczenia bądź wielkie tragedie. Na pewno nie! Bo gdyby były to ciężko by było to utrzymać. Ostatnio przestawiłam swoje słownictwo. Teraz nie jem tylko się odżywiam. Odżywiam swój organizm to znaczy daję mu wszystko to co jest mu potrzebne by dobrze funkcjonował. Oprócz tego, że ufam intuicji jestem również logiczna więc jak ktoś mi wytłumaczy co jak działa, co te węglowodany robią w moim organizmie mówię „Dobra, dziękuję.”

Czego mogę Pani życzyć?

Pani Kasia: Gości! Kolejek przy barze. Gości z otwartymi umysłami, z pomysłami oraz takich którzy będą chcieli tutaj realizować swoje projekty. I zdrowia.

Tego życzę i dziękuję za rozmowę. 🙂

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *